Schodząc na swoje piętro nic jeszcze nie podejrzewałeś, nawet szybkie łypnięcie okiem na monitory u traderów nic tak na prawdę nie dało. Od dawna nie czytasz czerwonych pasków bo zazwyczaj prawd alternatywnych nie trawisz. Jak niby nic usiadłeś za biurkiem i zająłeś się pracą aż przyszło pierwsze powiadomienie z Facebooka. "Zacchary marked himself safe during The Attack in Westminster" - pomyślałeś że tego jeszcze na facebooku nie grali.
Przeglądasz na komórce Guardiana i BBC wychodząc. Bardziej jesteś zaaferowany włączeniem appki śledzącej spalane kalorie ale wzrok zatrzymuje ci statystyka ofiar. Podnosisz wzrok i rozglądasz się po okolicy. Nic się nie zmieniło. Ruszasz w kierunku St. Pauls.
W połowie drogi dopada cię myśl że to co się dzieje, dzieje się za blisko domu. No dobrze, trochę więcej niż rok temu byłeś na koncercie Gutterdämmerung gdzie Jesse Hughes i kilku innych członków Eagles of Death Metal pokazało że rock jeszcze nie umarł. Dzień później byli w wiadomościach przy okazji masakry w Bataclan w Paryżu. Wtedy już poczułeś się dziwnie.
Przechodząc koło giełdy zauważyłeś kilku policjantów, okazuje się że każde z wejść obstawione jest przynajmniej parą - pani policjant do kontaktów z przechodniami i pan policjant na wszelki wypadek. Pod katedrą stoi już sam radiowóz. Pusty. Myślisz sobie że to dobrze pokazuje co w Londynie chronione jest bardziej.
Tym razem decydujesz się przejść przez Blackfriars a nie jak planowałeś przez Waterloo Bridge. Tłumaczysz sobie że szybciej będzie i może zdążysz na wcześniejszy pociąg na te twoje przedmieścia. Obok ciebie wszystko odbywa się tak jak wcześniej - biegacze biegają, turyści robią zdjęcia, taksówkarze zajeżdzają drogę na prawo i lewo. Londyn żyje dalej, to tylko atak terrorystyczny. Będą następne.
