O autorze
Londyńczyk z wyboru, libertarianin z przekonań, kołnierzyk z przymusu. Na co dzień trybik machiny medialnej w stolicy finansistów, startuper zainteresowany wszystkim od fintech po wearables.
Od czasu do czasu reporter.

twitter / soundcloud / facebook / innpoland

Co to, to nie my

facebook.com/Lublinianie
Na około zawierucha, dziecinada i ostrzenie noży przed sezonem wyborczym. W Lublinie czas płynie chyba inaczej.

My lublinianie, nie mamy szczęścia do dobrego PiaRu. Nawet kulinarnie trochę nam nie w sos. Toruń ma swoje pierniki, Kraków rogale a nam przypadł ... cebularz. Przez lata PRLu jednym z częstszych skojarzeń była słoma w butach a teraz, na domiar złego, jesteśmy jedną z największych reprezentacji słoików w stolicy.

Miniaturowe szoty przelały kieliszek goryczy. Jeżeli nasz region byłby kojarzony podobnie do Szampanii lub na naszą sławę pracowałby jakiś gatunek, jak szkocka whisky, dałoby się to przełknąć. Nam trafił się plastikowy kubeczek z chrzczoną zawartością. Wcześniej były tanie wina z Biłgoraja.

Przecież zasługujemy na więcej. Lublin okazuje się nie być tak szary, jak to media zwykły przedstawiać. Co gorsza, jest kolorowy i brzmi nawet nieźle. Do tego rośnie i udowadnia, że można łamać stereotypy i ucierać nosa mądrym głowom, wyłącznie robiąc swoje.




Nie zważając na ekspertyzy i narzekania dorobiliśmy się działającego lotniska, mamy stadion z prawdziwego zdarzenia, kompleks olimpijskich basenów, na niektórych skrzyżowaniach światło pali się całą noc a konie pojawiają się tylko od święta.


Chwileczkę. Przecież mamy swojego szampana. Może nie jest zrobiony z winogron i do Rosji tak jakby nie chcą go w prefabrykatach wpuścić, ale zawsze to coś. Lubelski cydr. Cydr, którego zawartości jabłek w jabłkach nie da się podważyć. Nawet zrezygnowaliśmy z dostarczenia beczkowozu tego napoju pod dom ministra, który rozważał wprowadzenie regulacji produkcji. Swoją drogą, to nie byłoby przekupstwo. Co najwyżej pijaństwo. Powód był prosty - nie chcemy rozcieńczyć produktu.


Tak dobrze nam szło, że stworzyliśmy swoją dolinę krzemową. To, że leży na Wyżynie Lubelskiej i wyższych partiach miasta wcale nam nie przeszkadza. Nasze startupy konkurują z #techwawą - ostatnimi czasy nawet wygrywają konkursy. Musimy strzelić sobie w stopę, za każdym razem kiedy coś nam się uda. Na imprezę gdzie opowiadamy o porażkach wybraliśmy taką, której nie da się promować za miastem ani co gorsza powtórzyć komukolwiek, kto zna język angielski. Próbowaliśmy. W odpowiedzi usłyszeliśmy "are you serious?". Szkoda zmarnować taką ilość utalentowanych studentów, więc tak jak w przeszłości bywało, zapomnimy o takich kwiatkach wspominać i będziemy mieli nadzieję że nikt nie zauważy: strony na facebooku, koszulek i logo, za wymyślenie którego ktokolwiek z angielskiego Silicon Roundabout zostałby w 120% zwolniony.


Przy tej okazji, chcielibyśmy pozdrowić ekspertów, którzy od lat wmawiają nam, że nic oprócz kolejnego elewatora zbożowego nie powinno na Lubelszczyźnie powstawać. Do czasu, kiedy lubelska firma opiekowała się wyborami nie było problemów z liczeniem głosów. Lotnisko, które miało upadać notuje rekordowe liczby pasażerów a do czasu pojawienia się posła z Biłgoraja (a teraz naturalizowanego lublinianina) polityka w tv konkurowała tylko z telerankiem. Teraz parę ogólnopolskich stacji ma materiał na kilka kanałów i przez to Comedy Central cienko przędzie na naszym rynku. Co gorsza, jako jeden z niewielu ostatnio robi, co obiecywał, czego po pośle raczej spodziewać się nie można.
Trwa ładowanie komentarzy...